grudzień 13, 2011

pustka

Od niedzieli odczuwam wielką pustkę. Mój mężczyzna bowiem ostatni raz widzian był w niedzielę o 11.51. W poniedziałek (kurwa, to dopiero wczoraj) pojechał koncertować za granicami kraju. Cały dzień nie miałam z nim żadnego kontaktu i ktoś mógłby zalecić mi jebnięcie się w głowę, ale ja po prostu czuję się tak, jakby ktoś mi wyrył kilofem dziurę w ciele - nie, nie tam. Jestem przygnębiona, smutna, pełna obaw. Nie wiem co robić i czym się zająć. Taka jestem jak w symbiozie glon z grzybem.Grzyb wyjechał, a glon jak mimoza. Na dodatek, mójcion nie zabrał ze sobą telefonu, więc polegać mogę jedynie na Internecie. Niestetyż tam cisza i pustka. Odczuwam bezsens takiego stanu rzeczy, przecie to nie może tak być, że bez niego jestem jak jakiś wrak czy szkielet. Najchętniej wyrzuciłabym na ten tydzień laptopa za okno i nie patrzyła z bólem brzucha co godzinę czy aby coś napisał czy nie. Nie podoba mi się to. Boję się, że wymyślę coś strasznego. Beznadzieja.

Etykiety:

1 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

Ja też tak mam. Moja żona, która śpiewa w zespole "Radość" też często wyjeżdża w zagraniczne trasy koncertowe. Tęsknię wtedy za nią bardzo, ale wiem, że jest bardzo utalentowana i nie mam prawa zabraniać jej robienia międzynarodowej kariery.

wtorek, 13 grudnia 2011 23:55:00 CET  

Prześlij komentarz

<< Home