październik 27, 2011

???

Po etapie niezmąconej radości przeplatanej wielkim smutem (tak, tak, brak logiki celowy), przyszedł czas na wkurw. Jaki jest problem? Otóż mój mężczyzna wiedzie radosny, nocny żywot. Nic złego nie robi, nic na to nie wskazuje, nikt o tym nic nie mówi, on sam nie wykazuje się kłamstwem czy oszukaństwem. Jednak się wkurwiam. Mając do wyboru powrót do domu, mój chłopak woli zostać do rana. Potem spać do południa lub dłużej, potem do pracy wieczorem i znów do rana. Nocne życie. Ja nocnego nie wiodę, nie da się ukryć. Muszę funkcjonować w dzień! Jak się spotykamy to zazwyczaj on jest nieprzytomny, albo śpi. Śpi w moim łóżku, daję mu jeść i jedzie do pracy, żeby znów do rana. Jest wolnym człowiekiem i widziały gały co brały...ale mimo to czuję się wyruchana ;/ Ja nie mogę sobie iść do baru na całą noc, bo muszę się przespać chociaż trochę, bo kurwa nie mogę spać w dzień, bo mam trochę rzeczy do roboty za dnia. Nie wiem jak długo uda mi się to znosić w ciszy, chociaż w sumie to nie mam wyboru, bo jak zacznę się burzyć to przecież on nie ma żadnego obowiązku mnie słuchać, ani nawet się tym przejąć... Jednak...jeśli kolejne spotkanie ze mną, albo nie, jeszcze za 2 spotkania będę słuchać wymówek, że nie spał od 48 h i nie jadł nic prócz czisburgera przy dworcu to mogę nie wytrzymać. Zniosę póki nie będzie to rzutowało na mnie. Jak zacznie to sorry, nie mam ochoty.
Co to kurwa ma być? Czy nie może być idealnego mężczyzny? Czy zawsze musi być przynajmniej jedna chujowa rzecz? Czemu ja nie mogę tego przyjąć do wiadomości tylko pluję jadem...ja nie wiem. ;/

Etykiety:

1 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

jest co najmniej jeden ;)

sobota, 29 października 2011 00:12:00 CEST  

Prześlij komentarz

<< Home