wrzesień 30, 2011

2. o zwierzętach

Zwierzęta. Otóż posiadam kota, który ma dość podły charakter. Jest mądry i głupkowaty za razem. Nie lubi pieszczot i nigdy sam nie przychodzi na kolana. Na nic nie przychodzi za wyjątkiem żarcia.
Od 3. dni jestem w kiepskim stanie. Nawkręcałam sobie cudów i teraz mam. Jak zwykle na własne życzenie. Standardzik. W takich chwilach chciałabym zawiesić życie na wieszaku i poczekać, aż przestanie padać. Ciekawa jestem skąd się u mnie biorą te schizy - pewnie jak wszystko ma przyczyny w dzieciństwie, ale ja tego nie umiem powiązać.
Jest cudowna pogoda, mam pracę (co prawda dorywczą póki co, ale przynajmniej coś), jestem niby zakochana, no ale nie umiem się tym cieszyć. Po obejrzeniu kiedyś tam "jedz, kochaj sratatata" myślałam, że już jestem na tym etapie, że utrzymam homeostazę (wiem, że to słowo się nie odnosi do psyche), ale niestetyż. Czuję się słaba, zdana na los, rozmiękczona jak chleb zalany gorącą wodą. Nic dziwnego, że ludzie ode mnie uciekają. Muszę się opanować i próbuję, ale mi nie idzie.

Etykiety: