grudzień 23, 2011

ja czyli prawdy i mity

Niektóre historie rodzące się w mojej głowie są do tego stopnia idealnie przemyślane, że jestem pewna, że tak właśnie jest. Nie inaczej. Stąd moja wściekłość gdy mój chłopak zmienia sobie foto profilowe, żeby było widać, że ma gitarę, że na niej gra, tylko po to - jak mniemam - aby przypodobać się takiej jednej, co na blogu o gitarach snuje zachwyty. Nienawidzę go jeśli to prawda. Jestem zła i mam zepsuty humor, który był całkiem zajebisty. Nawet już zaczęłam myśleć o wcielaniu w życie jego planu, ale tak to chuj. Jeb się.

Etykiety:

grudzień 17, 2011

down

Jest beznadziejnie. Tęsknota mnie zeżarła i nie zostało nic dobrego. Tylko beznadzieja. Czuję się samotna i zaniedbana. Opuszczona i olana. Tak się właśnie czuję.

Etykiety:

grudzień 13, 2011

pustka

Od niedzieli odczuwam wielką pustkę. Mój mężczyzna bowiem ostatni raz widzian był w niedzielę o 11.51. W poniedziałek (kurwa, to dopiero wczoraj) pojechał koncertować za granicami kraju. Cały dzień nie miałam z nim żadnego kontaktu i ktoś mógłby zalecić mi jebnięcie się w głowę, ale ja po prostu czuję się tak, jakby ktoś mi wyrył kilofem dziurę w ciele - nie, nie tam. Jestem przygnębiona, smutna, pełna obaw. Nie wiem co robić i czym się zająć. Taka jestem jak w symbiozie glon z grzybem.Grzyb wyjechał, a glon jak mimoza. Na dodatek, mójcion nie zabrał ze sobą telefonu, więc polegać mogę jedynie na Internecie. Niestetyż tam cisza i pustka. Odczuwam bezsens takiego stanu rzeczy, przecie to nie może tak być, że bez niego jestem jak jakiś wrak czy szkielet. Najchętniej wyrzuciłabym na ten tydzień laptopa za okno i nie patrzyła z bólem brzucha co godzinę czy aby coś napisał czy nie. Nie podoba mi się to. Boję się, że wymyślę coś strasznego. Beznadzieja.

Etykiety:

listopad 07, 2011

no.

Mam za sobą maraton. W czwartek mój mężczyzna pojawił się w moim domu i poznał moich rodziców. W sumie to może poznał to za duże słowo, ale był i się. Potem byłam w Katowicach - u Babci na imieninach. W sobotę koncert w Masadzie, a później szalone rzeczy się działy, na Szerokiej. Jestem szczęśliwa, tylko przechodzę kryzys finansowy. Nagle się okazało, że potrzeby się piętrzą - takie ważne - a w portfelu 5 zł. ;/ muszę coś wymyślić. Może sprzedam nerkę, albo zostanę surogatką? :P

Etykiety:

listopad 01, 2011

1.11

No i się zrobił listopad. Wcześniejszy post był trochę samospełniającym się proroctwem, gdyż mój chłopak balował 8 dni z rzędu - w sensie korzystał z uroków trunków, bo poza tym pracował, był ze mną itd. W końcu chyba otrzeźwiał umysłowo i dotarło do niego, że to nie jest sposób na życie - zobaczymy na jak długo... Jest ładna pogoda, ja jestem w nie najgorszej formie, w weekend trochę zarobiłam. Spędziliśmy super wieczór u Teddiego Jr. i nadal jestem zakochana i bardzo tęsknię, nawet po 15 min.

Etykiety:

październik 27, 2011

???

Po etapie niezmąconej radości przeplatanej wielkim smutem (tak, tak, brak logiki celowy), przyszedł czas na wkurw. Jaki jest problem? Otóż mój mężczyzna wiedzie radosny, nocny żywot. Nic złego nie robi, nic na to nie wskazuje, nikt o tym nic nie mówi, on sam nie wykazuje się kłamstwem czy oszukaństwem. Jednak się wkurwiam. Mając do wyboru powrót do domu, mój chłopak woli zostać do rana. Potem spać do południa lub dłużej, potem do pracy wieczorem i znów do rana. Nocne życie. Ja nocnego nie wiodę, nie da się ukryć. Muszę funkcjonować w dzień! Jak się spotykamy to zazwyczaj on jest nieprzytomny, albo śpi. Śpi w moim łóżku, daję mu jeść i jedzie do pracy, żeby znów do rana. Jest wolnym człowiekiem i widziały gały co brały...ale mimo to czuję się wyruchana ;/ Ja nie mogę sobie iść do baru na całą noc, bo muszę się przespać chociaż trochę, bo kurwa nie mogę spać w dzień, bo mam trochę rzeczy do roboty za dnia. Nie wiem jak długo uda mi się to znosić w ciszy, chociaż w sumie to nie mam wyboru, bo jak zacznę się burzyć to przecież on nie ma żadnego obowiązku mnie słuchać, ani nawet się tym przejąć... Jednak...jeśli kolejne spotkanie ze mną, albo nie, jeszcze za 2 spotkania będę słuchać wymówek, że nie spał od 48 h i nie jadł nic prócz czisburgera przy dworcu to mogę nie wytrzymać. Zniosę póki nie będzie to rzutowało na mnie. Jak zacznie to sorry, nie mam ochoty.
Co to kurwa ma być? Czy nie może być idealnego mężczyzny? Czy zawsze musi być przynajmniej jedna chujowa rzecz? Czemu ja nie mogę tego przyjąć do wiadomości tylko pluję jadem...ja nie wiem. ;/

Etykiety:

październik 17, 2011

Niesamowite jest to jak kobieta (z tej perspektywy mogę się wypowiadać) szybko może zmienić nastrój. Mood of the day. Zatem dziś rano nie mogłam wstać z łóżka. Rzeczywistość od kilku dni mnie przytłacza. Nie, nie, z mężczyzną cudownie, jest fantastyczny i zarobił wczoraj +35 do męskości w zachowaniu :) Przytłoczyło mnie to jak teraz wygląda moje życie, brak perspektyw na coś lepszego. Miałam poczucie, że wszystko jest jak jest i nic się nie może zmienić i ten marazm będzie trwał w nieskończoność. Później coś mnie olśniło i doszłam do wniosku, że w każdej chwili może się coś zmienić na lepsze: np. ktoś zechce mnie do pracy w Krk i wszystko będzie łatwiejsze. On znajdzie to czego teraz szuka w Krk. Nigdy nie czułam tak wielkiej potrzeby przebywania z kimś cały czas. Od jakiegoś niedługiego czasu pijam herbatę z miodem i cytryną, chociaż miód sam w sobie jest dla mnie paskudny...ale z każdym kubkiem się do niego przekonuję, pod warunkiem, że jest cytryna. Nie lubię Kasi Tusk, bo nie lubię Donka. No, ale wiedziona porywem koleżanek zajrzałam na jej blog. Ameryki nie odkrywa, wygląda ładnie, zdjęcia ładne. Chodzi mi bardziej o jej sposób bycia, nie pokazuje nic ponad to co chce pokazać. Nie pisze o swoich prywatnych sprawach - wszystko jest poprawne. Zmierzam do tego, że jedynym plusem jaki się pojawił po odwiedzeniu tego bloga jest to, że zapragnęłam trochę się przebudzić. Ostatnio przestałam się cieszyć taką własną codziennością, bo wszystko co najlepsze, najmilsze to z nim. Dla siebie nic. Nie miałam nawet ochoty iść na zakupy, zajrzeć do ulubionych lumpexów.. Po prostu mi się nie chciało! Nie do pomyślenia. Wygląd też zapuściłam, bo przecież jak się z nim nie widzę to po co mam ładnie wyglądać? Z tej ścieżki już krok do przepaści. Jakimś cudem dzięki K.T, a może po prostu przez spojrzenie na coś takiego wywołało we mnie chęć przebudzenia. Nie wiem na jak długo, ale póki co mam chęć. Ostatnio szał miłości przeplata się u mnie ze skrajną depresją, ale po raz pierwszy w życiu nie jest to depresja spowodowana mężczyzn (o, to jest inna?) Boję się, że nadmiar niepomyślnych spraw spowoduje, że to jest między nami zblednie i okaże się zbyt trudne. Jednak zaraz potem myślę sobie, że nie takie przeszkody ludzie mają/mieli i je pokonywali w imię miłości, więc czemu tu miałoby być inaczej? Kocham go dogłębnie i mistycznie i mogę to tu napisać, bo on tego nie przeczyta - przynajmniej nie prędko.

Etykiety: