Niesamowite jest to jak kobieta (z tej perspektywy mogę się wypowiadać) szybko może zmienić nastrój. Mood of the day. Zatem dziś rano nie mogłam wstać z łóżka. Rzeczywistość od kilku dni mnie przytłacza. Nie, nie, z mężczyzną cudownie, jest fantastyczny i zarobił wczoraj +35 do męskości w zachowaniu :) Przytłoczyło mnie to jak teraz wygląda moje życie, brak perspektyw na coś lepszego. Miałam poczucie, że wszystko jest jak jest i nic się nie może zmienić i ten marazm będzie trwał w nieskończoność. Później coś mnie olśniło i doszłam do wniosku, że w każdej chwili może się coś zmienić na lepsze: np. ktoś zechce mnie do pracy w Krk i wszystko będzie łatwiejsze. On znajdzie to czego teraz szuka w Krk. Nigdy nie czułam tak wielkiej potrzeby przebywania z kimś cały czas. Od jakiegoś niedługiego czasu pijam herbatę z miodem i cytryną, chociaż miód sam w sobie jest dla mnie paskudny...ale z każdym kubkiem się do niego przekonuję, pod warunkiem, że jest cytryna. Nie lubię Kasi Tusk, bo nie lubię Donka. No, ale wiedziona porywem koleżanek zajrzałam na jej blog. Ameryki nie odkrywa, wygląda ładnie, zdjęcia ładne. Chodzi mi bardziej o jej sposób bycia, nie pokazuje nic ponad to co chce pokazać. Nie pisze o swoich prywatnych sprawach - wszystko jest poprawne. Zmierzam do tego, że jedynym plusem jaki się pojawił po odwiedzeniu tego bloga jest to, że zapragnęłam trochę się przebudzić. Ostatnio przestałam się cieszyć taką własną codziennością, bo wszystko co najlepsze, najmilsze to z nim. Dla siebie nic. Nie miałam nawet ochoty iść na zakupy, zajrzeć do ulubionych lumpexów.. Po prostu mi się nie chciało! Nie do pomyślenia. Wygląd też zapuściłam, bo przecież jak się z nim nie widzę to po co mam ładnie wyglądać? Z tej ścieżki już krok do przepaści. Jakimś cudem dzięki K.T, a może po prostu przez spojrzenie na coś takiego wywołało we mnie chęć przebudzenia. Nie wiem na jak długo, ale póki co mam chęć. Ostatnio szał miłości przeplata się u mnie ze skrajną depresją, ale po raz pierwszy w życiu nie jest to depresja spowodowana mężczyzn (o, to jest inna?) Boję się, że nadmiar niepomyślnych spraw spowoduje, że to jest między nami zblednie i okaże się zbyt trudne. Jednak zaraz potem myślę sobie, że nie takie przeszkody ludzie mają/mieli i je pokonywali w imię miłości, więc czemu tu miałoby być inaczej? Kocham go dogłębnie i mistycznie i mogę to tu napisać, bo on tego nie przeczyta - przynajmniej nie prędko.
Etykiety: evol